Siema wszysttkim.
Piszę bo mam moralniaka.
Miałem "błyskotliwe" spotkanie z fotoradarem, to juz kolejne... ale mniejsza o to.
Opowiem historię.
Dziś rano pokonywałem trasę znaną mi od dziecka, podjezdzałem pod wzniesienie na którym obowiązuje 70km/h a za nim długa prosta i oznakowany fotoradar.
Jak wspomniałem nie pierwszy raz ciąłem tą trasą, dojeżdzając do wzniesienia jakiś bus błysnął mi "długimi", pomyślałem że chyba zapomniałem o światłach ale jak pokumałem że są obecne to tylko jedno mi przyszło do głowy i depnąłem po hantlach.
Ułamki sekundy nawet dobrze nie zwolniłem, podniosłem głowę i na poboczu przywitał mnie "śmietnik"
Gdy tylko skończyłem wykrzykiwać słowo na "K" zobaczyłem 100 m dalej na przystanku autobusowym wóz straży miejskiej i policji, pomachali mi to stanąłem.
Podeszła do mnie babeczka ale wcale nie taka ładna jak tu któryś kolega opisywał ;p i co mnie zdziwiło nie potrafiła się wysłowić
Jej powitanie nie brzmiało regułkowo, zapytała mnie czy wiem za co dostane mandat,po czym powiedziała, uwaga cytuję:
"to będzie cztery bańki... yyy eee 4 punkty a 200 złotych"
Zabrała moje dokumenty i polazła do "swoich".
Adrenalina nie pozwoliła mi wysiedzieć i poszedłem tam zaraz za nią-licytować.
Nie wiedziałem że mam doczynienia z mistrzem ciętej riposty:
-nie będzie nic taniej dla biednego studenta?
-hmmm biedny student jeździ tetetką?
-...
Nim skończyłem z nim konwersację to nieogarnieta policjantka kazała mi podpisać i juz trzymałem w ręce moj mandat.
śpieszyło mi się, cała akcja trwała raptem kilka sekund, nie widziałem nawet mojego zdjęcia z fotoradaru.
Cały dzień gryzie mnie fakt, czy dobrze zrobiłem podpisując ten mandat.
Nie wiem czy policja i straż miejska miała prawo tam cykać fotki przenośnym fotoraderem skoro 50m dajej stoi "stały" oznaczony fotoradar.
Kontrola przeprowadzana była poza terenem zabudowanym no i co najważniejsze, czy są jakieś sposoby żeby biedny student postarał się o umożenie mandatu?
Pozdro!